Baśnie, legendy i opowiadania.

Pani Vinstonleth miała działki trzy. W nich ogrody dwa. A sadów pięć i jedna wielka altana na wsi małej Anabe. A dzieci dwoje miała córkę Elizznee i syna Eliotha. Córka młoda była, trzynaście lat miała. Konie lubiła, choć żadnego nie miała. Zbierała kamienie i malowała. Syn był nieco starszy, dwadzieścia lat i miał. Bunkę na Pansybrze studiował. Obydwaj blondyni, ona złotowłosa, a on platynowłosy. Obaj włosy mieli długie, ona kłosa, a on potrzępione włosy miał. Dogodne futra, szaty, obuwie, odzienia mieli, gdyż stać ich na to było. Choć to naród, gdzie każdy miał równo

 

 

Mgławica

 
 

Tak wygląda Piekło. (fikcja yorkańska, po śmierci Elektrody)

I

,,Tak zgładziło się kraj wysadzając go bombą atomową i urokiem uzdrowić mieszkańców kraju. Wykonała to niejaka Czarnobylanka, urodzona w dniu katastrofy podczas wybuchu. Kobieta zauważyła, iż posiada nadprzyrodzone moce i także ścisły mózg. Spowodowała przez wysadzenie bomby atomowej śmierć wielu wrogów Yorkeshire. Niestety prędzej, czy później sama zginęła. Przyjaciółka partyzantów z Moccersy, niby sojuszniczka władzy yorkańskiej. Co niesie jej śmierć? Ustalmy, że piekło istnieje naprawdę!"
Elektroda w zwykłych szatach wstąpiła do starego, szwankującego pociągu. Bez wagonów nieskończenie długi, przypomina zwykłą, wielką rurę, pesymistyczne wrażenie, bez okien, bez jakiekolwiek konduktorstwa, Było cholernie zimno. Ta melancholijna samotność wyryła jej psychikę. Pociąg błyskawicznie ruszył i już znalzała się skuta w rdzawych łańcuchach, na porośniętym mchcem korytarzu, niczym w więzieniu. Ulatniał się zapach dymu jak i wilgotności. Było cholernie zimno. To nie takie piekło, gdzie żarzy się ogień. To uczucie syberyjskiego zimna, przemocy i wyżarcia psychiki ludzkiej jak i duszy!"

II




Yorkański zakład pogrzebowy i wizyta Valentine'a

 Nie, nie i jeszcze raz nie! - warknął do beżowej słuchawki dziwaczny mężczyzna, z długimi. czarnymi włosami, po czym odłożył słuchawkę na miejsce telefonu znajdującego się centralnie na środku jego biurka.
- Wredni ludzie, nic nie potrafią pomyśleć...- mruknął do siebie dziwak, który nazywał się bowiem Eliøth Marylinysøn. Charakteryzował się wypudrowaną białą cerą, ostrym, mrocznym makijażem, dziwnie przystrzyżonymi, długimi włosami i miał jedno oko niebieskie, a drugie zaś piwne. Ubrany był w granatowy garnitur oraz w koszulę w czerwone paski. Nosił czarne, dziwne buty przypominające mokasyny. W tej chwili Marylinysøn zabrał się do czytania książki pt ,, Twój łańcuch mnie rani". Był właścicielem zakładu pogrzebowego, znajdującego się w małym, yorkańskim miasteczku Alhambrah Luss, w starej, czynszowej kamienicy na przeciwko rzemieślnika. Wiele mieszkańców Alhambry uważa, iż ta kamienica jest jest nawiedzona, a szczególnie posążek małego, żebrującego chłopca wyrzeźbionego w ścianie kamienicy. Miała ona sześć pięter, drewniane, spróchniałe schody, a na klatce unosił się zapach stęchlizny. Na pierwszym piętrze mieszkał otóż samotny strażnik prawa wraz ze swoim nie wyszkolonym i agresywnym owczarkiem niemieckim oraz starsza kobieta zwana ,,Babcia Miau", miała w swoim malutkim mieszkanku niezliczoną ilość bezdomnych kotów. Ci sąsiedzi nigdy się nie lubili, dlatego często dochodziło do okropnych sporów i konfliktów. Na drugim piętrze nikt nie mieszkał. Widniał tylko na nim wyblakły znak ; Zakaz palenia papierosów. Na trzecim piętrze znajdował się Zakład Pogrzebowy Marylinysøna. Pogrążony Marylinysøn, czytał swoją książkę w biurze już od ponad godziny.
,, Daj im wieczne spoczywanie" - tak brzmiał, jego denny dzwonek do drzwi. Oho, ktoś przyszedł z wizytą?
Eliøth natychmiastowo wstał z krzesła i otworzył, skórzane drzwi. Pamiętał jak kiedyś liczna, grupka, biednych yorkańskich dzieci zrobiły mu psikusa, wstrzykując wnętrzność surowego jajka do tych drzwi, które zaczęły później strasznie śmierdzieć i mężczyzna nie wiedział skąd ta woń dochodzi. W końcu jednak się skapnął i został zmuszony wymienić te drzwi.
- Valentine. Czego sobie życzysz przyjacielu? - zapytał Marylinysøn poprawiając swoje włosy.
- Wpadłem z Tobą porozmawiać Marylinysøn.  - odparł poważnie mężczyzna, który miał również długie, czarne, ale symetrycznie obciętych.  Miał ubraną czarną szatę i pelerynę oraz wysokie, ostre glany, obwieszony licznymi łańcuszkami, pentagramami. Valentine był starym, dobrym przyjacielem Marylinysøna,  przybył wraz ze swoim dwojga dziećmi ; chłopcem i dziewczynką. Chłopiec miał dwanaście lat i był podobny do swojego ojca. Na głowie stały mu ciemno brązowe kozie rogi, chłopiec się z takimi już urodził.
Na imię miał Menkalinan. Córka Valentine'a była o trzy lata młodsza od swojego brata. Miała piękną hinduską urodę, Zwała się Cruxel. 
     Eliøth Marylinysøn zaprosił Valentine'a do środa. Biuro zakładu pogrzebowego było dziwnie umeblowane i wystrojone. Ściany były w kolorze bordowym, a podłogę wyłożone ciemnymi panelami.
Na środku pomieszczenia stało biurko z beżowym telofonem i stertą dokumnetów i przeróżnych śmieci. Na ścianach wisiało pełno surrealistycznych obrazków autorstwa Eliøtha Marylinysøna. Ogółem w biurze znajdowało się mnóstwo skrzyń oraz pudełek. Po lewej stronie znajdowało wejście do jego malutkiego mieszkanka, którego Eliøth nigdy nikomu nie pokazywał. Valentine usiadł z nim i dziećmi przy biurku. Marylinysøn poczęstował go yorkańskim, wiśniowym winem...

Krótkie opowiadanie o ciągnięciu Yorkanów do wojska na potrzebę państwową.

Lichy, wątły młodzieniec przypominający dziewczynę postawił beżowy imbryk z motywem wiśni na szklanym, okrągłym stole. Spojrzał przez duże, drewniane, zielone okno, kiedy nagle wszystkie dźwięki krzyków, wybuchów ucichły. Od dawna nie było żadnych wojen domowych w Yorkeshire. Teraz kiedy dwa Poligony Numeracyjne się zbuntowały, zaczęły walczyć pomiędzy sobą, a także zbuntowały się przeciw Slynavethom, czyli tym co mieszkali w szóstym poligonie, gdzie znajdował się Pansyber ~~ stolica Yorkeshire.  Ma swoją historię, nieco długą...Mahoniowo włosa matka młodzieńca krzątała się po przedpokoju mieszkania. Układała buty, myła szafki, podłogę oraz resztę. Wyglądała na dosyć pokojową osobę.`Nagle ktoś zapukał do wejściowych drzwi. Czyż jest to zwiastun czegoś niepokojącego?Matka w mahoniowych, kręconych włosach, o imieniu Zulanda natychmiastowo rzuciła robotę i podeszłą do drzwi. Spojrzała przez oczy judasza. Była naprawdę przerażona, gdy zobaczyła trzech długowłosych mężczyzn w yorkańskich, militarnych strojach. Wyglądali bardzo poważnie. To byli dekreciarze z Pansybru. Agenci Księcia Ciemności, Cruel Valentine'a. Tak się zwał. Jeden z dekreciarzy, który stał pośrodku miał długie, czarne do pasa dredy, a daj pozostali tylko długie, czarne włosy. Zapewne nie farbowane, gdyż przeciętna uroda Yorkan to są czarne włosy, blada cera i wyblakłe oczy. Oni najwyraźniej na takich wyglądali. Zulanda niestety została zmuszona by otworzyć te drzwi. Trzęsły jej się bardzo ręce niezmiernie.- Dzień dobry, pani Iskrienko. Ma się rozumieć? - zapytał dredziarz, z dosyć groźną intonacją.- Witam, nie jestem już Iskrienko. Te nazwisko nie należy już do mnie. - odparła Zulanda, gdyż parę lat temu Yorkanka rozwiodła się z mężem. - Mniejsza z tym, To prosimy pani syna Emila Iskreinkę. Czy jest on tutaj? - zapytał, ale nieco spokojniej.- To jest rozkaz. - dodał drugi z nich. Kobieta przestraszyła się, ale wykonała rozkaz. Zawołała swojego syna, który po chwili stał już przy drzwiach. Miał długie, białoszare wycieniowane włosy, coś w rodzaju Visual Kei. Oczywiście, że blady, miał wyblakłe, szare oczy i ogółem delikatne rysy twarz. Można go było bez problemu pomylić z płcią żeńską. Był średniego wzrostu, chudy jak patyk, żadnych mięśni... Ubrany był w białą koszulkę w czarne paski, czarne spodnie z łańcuchami i bardzo ciężkie glany. Nie wyglądał na takiego, który mógłby nadawać się do wojska.- Idziesz z nami. Musimy go zabrać, jedziemy na Pansyber. - rzekł poważne dredziarz.- Ale... - powiedział matka młodzieńca.- Żadnych ,,ale"! Nie mamy czasu. Wybacz madame. - a Zulanda jeszcze bardziej się przeraziła i chciała się pożegnać z synem, lecz niestety już nie zdążyła. Dekreciarze, pryzciągneli Emila do siebie.-  Pociąg nadjeżdża! - oznajmił trzeci z nich, a matka Emila natychmiastowo zaczęła płakać,  a drzwi natychmiastowo się zamknęły.Dekreciarze zakuli Emila w kajdanki. Prowadzili go do długiego, yorkańskiego pociągu. Sam Emil był bardzo przerażony. Jego biała grzywa zasłaniała mu twarz. Dredzirarz zwał się Skyandrer, długowłosy z papugą na ramieniu Menkalinan, a ten drugi Xavienth. W tle było słuchać trzaski i krzyki innych ludzi. Yorkanie się buntują. Dekreciarze wprowadzili Emila do bordowego pociągu. Był to pociąg z przedziałami. Wybrano dla niego przedział z jednym, młody mężczyzną. Wszystkie fotele były obszyte skórą. Wszytsko było zabezpieczone. Długowłosi wepchnęli młodzieńca do środka. Na fotelu przy oknie siedział również nijaki młodzienie z czarnymi, zakręconymi włosami do ramion. Ubrany jak z subultury gotyckiej z wielkimi, czarnymi skrzydłami. Oczy jak przeciętny Yorkanin ~ wyblakłe albowiem. Skrzydłą mu wyrosły, co znaczyło ,że był skrzydlaty i potrafił latać. To jest bardzo rzadki przypadek wśród mieszkańców Yorkeshire. Emil usiadł naprzeciwko jego.- Kim jesteś? - zapytał skrzydlaty.- Duchem. - odparł białowłosy.- Duchem? Weźmy wszystko na poważnie. Nazywam się Manhatt Calevers, jestem z Areiny. A tyś co za jeden zbieg? - Nie za otwarty jesteś? Ja jestem Emil. Emil Iskrienko z miasta Stella-Pabierk. - odpowiedział z ukraińskim akcentem.- A ty nie jesteś stąd, prawda? Jakie masz pochodzenie?- Zgadza się. Ukraina.- Skoro Ukraina to jakie miasto konkretnie? Wiesz, mam znajomych z Ukrainy. - powiedział Manhatt. * Ukraińcy nie musieli mieć wizy do Yorkeshire. To był otwarty kraj dla Słowian...-  Ja ze Lwowa. Tyle powiem. - Powiem Ci tyle, iż nie wyglądasz jak byś był stamtąd. Co najmniej jak te wszystkie potwory z anime.- Owszem, To jest mój styl. - odparł białowłosy. Na tym skończyła się ich konwersacja. Manhatt oparł się o szybę pociągu podziwiając yorkańskie tereny. Raz skały, raz wiadukty, płoty oddzielające poligony nuklearne, bluszczowe gaje, budynki. Nagle do przedziału wkroczyły dwie dziwaczne dziewczyny w pomponach, kolorowych dredach, białych maskach na twarzy, goglach, platformowych glanach, ubraniach w kolorach neonowych z akcentami czerni. Trzymały apteczkę medyczną i strzykawki w ręku.- Pomoc medyczna! - zawołały chórem. - Czy potrzebujecie pomocy medycznej? - - Nie, dziękuje. - odparł Calevers, a Emil pokiwał głową, co miało oznaczać ,,nie", po czym dwie dziewczyny wyszły z przedziału. Chociaż pociąg wyglądał jakby nie było w nim życia. Jak odizolowane więzienie na kołach sunące po torach. Pociągi były ulubionym środkiem transportu u Yorkan. Często były unowocześnione, chociaż na życzenie mieszkańców istniały też staroświeckie. Było także mnóstwo linii metra w wielkich miastach kraju.Pansyber ~~ cel pociągu. Na Pansybrze działa trzynaście linii metra. Godzina 18:32 - pociąg dojeżdża na pierwszą stację metra Neikonesekię. Była oświetlona i obita metalowymi blachami. Stało tam wielu, przeróżnych ludzi. Manhatt i Emil wysiadli z pociągu wraz z nimi jacyś inni młodzi, zestresowani ludzie. - Teraz oddamy Was pod opieką Leviathana. - powiedział Skyandrer z szyderczym uśmieszkiem. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz