Poems! Everybody

Fjäril


Aksamitna woalka, szalik w brąz
Szafirowa barwa, włosy w lilę
Długi, nie zakręcony, porządny mosiądz
To w świetle, widziane było mile
Jarzębinie serce, magii multum
Czar tych oczu, piękny blask
To jest skarb całego kultu
Krystaliczny grad, pioruna trzask
Stoi postać na nagiej skale
Założę się jednak, że nie znasz jej wcale
Jej potęga wielka jest
To ujawni każdy jej gest.
Ani Bóg, Ani Szatan
Nie wróżka, nie jasnowidz
Nie przewidzi tego...
Nawet Twój skorowidz.
Śmierć nie przyszła od dawien, dawien lat...
Czyżby pomarł całkowity kat?
Jak nie Bogiem, nie Szatanem
Jak nie wróżką, nie jasnowidzem
Ja nie kosmitą, nie platanem
To kim?
-
-
-
Nie czarownicą, nie magiem
Nie smokołakiem, nie wilkołakiem
Nie demonem, nie poczwarkiem
To kim jesteś?
Motylem....
Ilustracja, yorkańskiej wróżki z Pansybru w szafirowej barwie oraz sowami.


Lukrecja


Lukrecjo, dasz radę rozbić mój smutek w szkle?
Rozpuścić żyłkę w szarej mgle?
Jestem faunem, ty zwykłą żabą
Otóż czuć od Ciebie starą kawą
Jestem w stanie spojrzeć jak dusisz się w karmelu.
Co mnie raduje, chędożony nieprzyjacielu
Lukrecja mnie uratuje
Lukrecja mój mózg zreaktywuje
Lukrecja mnie do działania zmotywuje
Czarne złoto... Jak opona
Ja faun, ty żaba zielona
Gdybym tak wziął gaz i rozpuścił Wam mordy
Będe królem, swego cienia kochane milordy
Będe się topił w lukrecji, tak jak sknerus w banknotach
Zatem ukryję się w najbliższych mosiężnych wrotach.
Lukrecja to nie kwiat. Lukrecja to postać.
Może nie jak z bajki, ale trudno nią zostać.

Pegazy



 Zielony kosmyk włosów tego czegoś czarnego
To czarne to coś, ale dobre
Zielony kosmyk pegaza pierwszego
Zastukało kopytami to zwierzę modre
Zatrzepotał srebrnymi skrzydłami
Pomrugał migdałkowymi oczkami
Pojawiła się świetlista łuna
A on wyfrunął...
Teraz gna na pomoc swojemu koledze...
Stara się jak najszybciej przedrzeć
Spogląda na niego Pasterz Chmur
I aniołków pięknych chór
Pegaz doleciał do celu
Jego biały przyjaciel w sidła związany
Mówi : ,,Już ci pomogę przyjacielu
Zaraz zostaniesz odwiązany”
Próbuje kopytkiem, próbuje mordką
Nawet usiłuje uczynić to korbką
Biały pegaz potrząsnął różową czupryną
Aż zasłonił łebek, kudłatą kurtyną
Już ze szczęścia podskakuje
I odpowiada grzecznie : ,, Dziękuje!
Tkwiłem już tu ze trzy godziny
I nie mogłem przyjść, na brata urodziny...
Teraz niestety już po imprezie
Mówiąc pesymistycznie , nic nie wlezie!”
Czarny Pegaz na to rzecze: ,,Nie smuć się przyjacielu!
Weź się w garść, mój Arielu!”
Biały rzekł : ,,No masz rację
Chodźmy teraz pod akację


O Yorkanach


Sprzęt przebijający każdego wroga
Niechaj będzie im wieczna trwoga
Zawiera jad, trujący jad...
Kłuje w żyły, łuczna strzała
Pod ich sercem się schowała
Zawiera jad, trujący jad
I tak samo jak Trojański Koń
Podstępem wyrządził ludziom krzywdy w doń
Zawiera jad, trujący jad
Ich mentalność zaskakuje, jak cyjankiem ludzi truje
Zawiera jad, trujący jad
Jak patriotyzm, jak obłuda
                                                               A za nimi bieda, chuda

Yorkańskie przemyślenie


Będe potrzebować krwawej wojny
Na ujawnienie swojego myślenia
Na rozbicie głupoty, o to mogę być spokojny
Zniszczyć idiotyzm, łańcuch wolności
Zniszczyć Zachód, niosący apokalipsę
Razem z Południem, szarańcze plagi
Wszystkie szkodzące nam nowości
Wezmą was wszystrkich w ochronną elipsę
Powalę mury, głupotę budzącą smutek
Tak samo smutną jak kolorowe kolory
Gdyż zawsze był ze mnie wyrzutek
Zauważam, że posiadam do tego nadprzyrodzone walory
W końcu dojdę do tego...
Że ten smutek utopię
Wezmę do ręki łuk, do drugiej strzały
Znajdę w szopie, najsilniejszą kopię
Niech i polecą mi obelg nawały!
Niech i polecą puste kawały!
Jednak każdy taki śmiały
Ginie u mnie, bez pochwały
Na cześć krwawej rewolucji
Na cześć fałśzywej konstytucji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz